Wybierz region

Wybierz miasto

    Każdy głos na wagę złota - rozmowa z dr Hubertem Horbaczewskim

    Autor: Anna Kulik

    2006-11-24, Aktualizacja: 2006-11-24 04:57 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Anna Kulik: Kandydaci na wójtów, burmistrzów i prezydentów, którzy odpadli w pierwszej turze wyborów, ostentacyjnie deklarują swoje poparcie dla tych, którzy w niedzielę zmierzą się w II turze.

    Anna Kulik: Kandydaci na wójtów, burmistrzów i prezydentów, którzy odpadli w pierwszej turze wyborów, ostentacyjnie deklarują swoje poparcie dla tych, którzy w niedzielę zmierzą się w II turze. Ile znaczą takie deklaracje i czy mogą przełożyć się na ostateczny wynik wyborów?

    Dr Hubert Horbaczewski, politolog z UŁ:
    Mogą się przełożyć, ale w bardzo niewielkim stopniu. Duża część elektoratu podejmuje decyzje samodzielnie. Politycy są ostrożni w szafowaniu poparciem, bo może ono zaszkodzić kandydatowi, któremu chcą podarować głosy swoich wyborców. Na przykład zbyt usilne poparcie lewicy dla kandydatów PO mogłoby spowodować zniechęcenie części stałego elektoratu Platformy. Jak wiadomo, wielu zwolenników PO nie jest skłonnych akceptować jakichkolwiek związków z lewicą, zwłaszcza z SLD. Takie poparcie może być więc czasem kłopotliwe.

    Jak reagują wyborcy, gdy słyszą, że ich faworyt ceduje poparcie na kandydata, którego sami nie akceptują? Irytuje ich to i nie idą na wybory, czy głosują tak, jak chciałby ich faworyt?

    - Nie można traktować elektoratu jak jednolitą masę. Możliwe są wszystkie reakcje. Jedni są w stanie się zdyscyplinować i zagłosować tak, jak życzy sobie ich kandydat. Inni mogą stwierdzić, że mają swój rozum, więc zagłosują na tego, który im wydaje się najlepszy. Jest i trzecia możliwość, która - moim zdaniem - wyraźnie zarysuje się w Łodzi. Będą też wyborcy, którzy uznają, że skoro ich kandydat przepadł w I turze wyborów, nie pójdą na drugą.

    Co powoduje tymi, którzy przekazują swoje poparcie?

    - Po pierwsze, chodzi im o osiągnięcie efektu psychologicznego. Chcą pokazać, że cały czas są w grze, że kreują rzeczywistość polityczną. Druga przyczyna jest czysto pragmatyczna: wkrótce będą się zawiązywały koalicje w radach miast i gmin. Udzielenie poparcia może być traktowane jako zaproszenie do współpracy w nowej radzie.

    Czyli dbają o swoją przyszłość...

    - Dokładnie tak.

    Wiele osób krytykuje zachowanie kandydatów na prezydentów za to, że przed II turą szukają poparcia elektoratu tych, którzy odpadli w pierwszej. Widać to w Łodzi, gdzie Jerzy Kropiwnicki, popierany przez PiS, spotkał się z Krzysztofem Makowskim, liderem Lewicy i Demokratów w Łódzkiem. Co pan sądzi o takich zabiegach?

    - To normalne działanie mieszczące się w standardach marketingu politycznego. Kandydat wysyła pozytywny sygnał do wszystkich wyborców, nie tylko do własnego elektoratu. Parafrazując hasło byłego prezydenta RP, kandydat daje do zrozumienia, że chce być prezydentem wszystkich łodzian, zgierzan czy warszawiaków. Dokładnie to samo robi Kazimierz Marcinkiewicz. Po pierwszej turze powiedział: "skończyły się wybory polityczne, wybierzcie najlepszego prezydenta dla wszystkich warszawiaków". Wielkim błędem byłoby zaniechanie takich działań. W ostatnich wyborach parlamentarnych mieliśmy tego przykład. Platforma zlekceważyła elektorat, który uznała za stracony i dostała "po łapkach", tymczasem PiS, którego przedstawiciele zachowali się odwrotnie, odniosło sukces.

    A co z frekwencją?

    - Przypuszczam, że będzie niższa niż w wyborach 12 listopada. Część elektoratu, którego faworyci odpadli w I turze, uzna, że nie ma na kogo głosować i zrezygnuje ze spaceru do urn.

    Sonda

    Czy kary dla pijanych kierowców są za niskie?

    • tak (87%)
    • nie (11%)
    • nie wiem (2%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.