Wybierz region

Wybierz miasto

    Zabijają nawet dla papierosa

    Autor: (em)

    2006-11-16, Aktualizacja: 2006-11-16 06:30 źródło: Express Ilustrowany

    13-letni Paweł i 15-letni Mateusz pobili na śmierć bezdomnego tylko dlatego, że nie chciał im dać papierosów. Po miesiącu zostali zatrzymani przez policję. Podczas przesłuchania przyznali się do skatowania 50-latka.

    13-letni Paweł i 15-letni Mateusz pobili na śmierć bezdomnego tylko dlatego, że nie chciał im dać papierosów. Po miesiącu zostali zatrzymani przez policję.

    Podczas przesłuchania przyznali się do skatowania 50-latka. Nie wykazali jednak odrobiny skruchy - mówi podinsp. Mirosław Micor, rzecznik prasowy komendanta miejskiego policji w Łodzi.

    Bili i kopali
    Do zabójstwa doszło w nocy na początku października tego roku. Wówczas do bezdomnego siedzącego na ławce przy zbiegu ulic Drewnowskiej i Zachodniej, podeszło trzech chłopców i zażądało papierosów. Kiedy mężczyzna odmówił, dostał w twarz. Został także skopany po głowie i zbity pięściami. Napastnicy odeszli, gdy zobaczyli, że ma już dosyć. Wrócili po kilku minutach i znów zapytali, czy ma papierosy. I tym razem dali solidny wycisk bezdomnemu. Po pewnym czasie pobili 50-latka ponownie. Jego ciało znalazł następnego dnia przechodzień. Mężczyzna już nie żył.

    Paweł i Mateusz pochodzą z patologicznych rodzin. Jeden uciekł z pogotowia opiekuńczego przy ul. Krokusowej, drugi z ośrodka socjoterapii przy ul. Praussa. W konflikt z prawem chłopcy wchodzili już wcześniej. Kradli m. in. na terenie Galerii Łódzkiej i Manufaktury. Byli też zatrzymywani jako uczestnicy zadym na stadionach, gdy grał Widzew, ostatnio podczas meczu w Krakowie.

    Z bejsbolem na kolegę
    Niedawno do Sądu Okręgowego w Łodzi trafił akt oskarżenia w sprawie 19-letniego Konrada Ł., 21-letniego Krzysztofa K. i 23-letni Łukasza J. Prokuratura zarzuca im zabójstwo 21-letniego studenta z Głowna.

    W styczniu tego roku oskarżeni skontaktowali się telefonicznie z Piotrem i zaproponowali mu dorywczą, bardzo dobrze płatną pracę kierowcy.

    Następnego dnia mężczyźni pojechali ze studentem samochodem do lasu w pobliżu Bratoszewic. Tam jeden z nich prysnął chłopakowi gazem łzawiącym w twarz, drugi uderzył go kijem bejsbolowym. Piotr próbował uciekać. Po kilkuset metrach napastnicy go jednak dogonili. Skatowali kijem i skopali po głowie. Bili tak mocno, że kij się złamał. Postanowili wtedy dobić ofiarę kluczem do kół samochodowych.

    Wyrok wykonał Konrad Ł. Bił 21-latka po głowie, aż Piotr przestał się ruszać. Zmasakrowane ciało zabójcy zasypali śniegiem i wrócili do domów. Spalili poplamione krwią ubrania, telefon komórkowy studenta i portfel. Uzgodnili też alibi.

    Następnego dnia myśliwi, którzy przyszli do lasu dokarmiać zwierzynę, zauważyli na śniegu ślady krwi. Idąc tym tropem znaleźli śnieżną mogiłę, w której były zmasakrowane zwłoki młodego mężczyzny. Policja zatrzymała podejrzanych trzeciego dnia po znalezieniu ciała.

    Otruli i schowali ciało w szafie
    Sąd tymczasowo aresztował na 3 miesiące 26-letniego Michała S. i jego dziewczynę, 22-letnią Karolinę K. Przedstawiono im zarzuty zabójstwa mężczyzny na terenie Niemiec. Grozi im dożywocie.

    - Do zbrodni doszło w sierpniu ubiegłego roku w Geesthacht w Niemczech, gdy Karolina K., poskarżyła się swojemu przyjacielowi, że ojczym znęca się nad nią - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

    Michał S. kupił w Polsce truciznę i z narzeczoną podał ją w jedzeniu Radosławowi K. Później zabójcy zawinęli zwłoki w dywan, schowali w szafie w piwnicy i uciekli do Łodzi.

    Sprawa wydała się, gdy sąsiedzi ofiary powiadomili policję, że od dłuższego czasu nie widują Radosława K.

    Morderca ukrywał się w seminarium
    52-letniego Henryka P., który pięć lat temu za zabójstwo kobiety ze szczególnym okrucieństwem został skazany na 15 lat więzienia, policja zatrzymała w Wyższym Seminarium Duchownym w Łodzi.

    Na terenie seminarium duchownego przy ul. św. Stanisława Kostki policjanci z sekcji poszukiwawczej Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji pojawili się przed godz. 9. Henryk P. w tym czasie przewoził rzeczy taczką. Był kompletnie zaskoczony. Nie miał przy sobie dokumentów. Funkcjonariusze poznali go po charakterystycznym tatuażu.

    Mężczyzna po przesłuchaniu trafił do aresztu przy ul. Smutnej. 52-latek jest mieszkańcem województwa lubuskiego. W seminarium pracował jako dozorca. Cieszył się opinią sumiennego pracownika.

    Policja podaje, że w lutym 2001 r. mężczyzna uczestniczył z kompanami w libacji alkoholowej, podczas której w bestialski sposób zamordowano 49-letnią mieszkankę domu przy ul. Kaliskiej w Łodzi.

    Kobieta miała podcięte gardło, rany kłute klatki piersiowej i liczne rany głowy. Z palców denatki zabójcy ściągnęli pierścionki, zerwali z jej uszu kolczyki i z mieszkania wynieśli telewizor.

    W pierwszej instancji Henryk P. został uniewinniony od zarzutu zabójstwa. Jednak po odwołaniu prokuratora od tego wyroku, sąd drugiej instancji skazał go na karę 15 lat pozbawienia wolności. Henryk P., który przed sądem odpowiadał z wolnej stopy, nie stawił się jednak do więzienia. Ukrywał się w różnych miastach Polski. Niedawno funkcjonariusze ustalili, że przebywa u swojej przyjaciółki, która mieszka w pobliżu ul. Ogrodowej w Łodzi. Nie zastali go jednak w domu. Ujęli go dopiero na terenie seminarium duchownego.

    Sonda

    Czy kary dla pijanych kierowców są za niskie?

    • tak (87%)
    • nie (11%)
    • nie wiem (2%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.