Wybierz region

Wybierz miasto

    Zapłacili podatek w Anglii, zapłacą i w Polsce

    Autor: Patrycja Wacławska

    2006-11-18, Aktualizacja: 2006-11-18 05:52 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Ewa miała pecha: przypomniał sobie o niej były pracodawca i przelał na jej konto 800 zł zaległej "trzynastki". Dlaczego pecha, a nie szczęście? Proszę zgadnąć, ile podatku trzeba zapłacić od 800 zł - jedynych ...

    Ewa miała pecha: przypomniał sobie o niej były pracodawca i przelał na jej konto 800 zł zaległej "trzynastki". Dlaczego pecha, a nie szczęście?

    Proszę zgadnąć, ile podatku trzeba zapłacić od 800 zł - jedynych złotówek zarobionych w ciągu roku?

    - Chyba ze 150 złotych, bo podatek będzie 19-procentowy - odrzeknie prawie każdy. - Ale zaraz, zaraz… Jedyny zarobek w roku? To nie będzie podatku. Przecież dochody do 2790 zł są z niego zwolnione.

    Rzecz jednak w tym, że Ewa należy do półmilionowej grupy Polaków, którzy wyjechali do Wielkiej Brytanii, by w funtach zarabiać na chleb.

    Gdyby chodziło tylko o funty, nie byłoby nieszczęścia. Ale chodzi o te głupie 800 zł, bo skoro są złotówki, trzeba także uwzględnić funty, opodatkowane już oczywiście na Wyspach. No i w Polsce wychodzi 9 tysięcy zł podatku...

    Tysiące od tysięcy

    Mechanizm jest prosty. Jeśli nie udowodnisz, że z Polską nic Cię nie łączy i nie zamierzasz do niej wracać - a udowodnienie zamiarów jest więcej niż trudne - płacisz w Polsce podatek, mimo że już raz te same dochody opodatkował Ci brytyjski fiskus.

    W porównaniu z Brytyjczykami, nasi zarabiają marne pensy. - Na złotówki zarabiam prawie pięć tysięcy miesięcznie - opowiada Karol, pracownik londyńskiej firmy handlującej sprzętem biurowym. - Może to i dużo, ale nie w Londynie. Za wynajęcie mieszkania płacę równowartość 2000 zł, za jedzenie około 1600 zł - wylicza. - A jeszcze dojazdy, ubrania…

    Próżno tłumaczyć to naszemu fiskusowi. Według polskiej skali podatkowej, Karol i jego współemigranci są krezusami. A dla takich nie ma litości - powinni płacić 30-, 40-procentowy podatek.

    Obowiązek powtórnego opodatkowania w Polsce tego, co zarobiło się w Wielkiej Brytanii, nałożyła podpisana 30 lat temu umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania (sic!). Przez lata niesprawiedliwe zasady dotyczyły nielicznych, dlatego też problem nie był dostrzegany.

    Stał się głośny na początku 2005 roku, gdy z podatku zaczęły się rozliczać osoby, które za funtami wyemigrowały tuż po naszym wstąpieniu do Unii Europejskiej. Prawdziwa burza rozpętała się jednak wiosną tego roku. Wtedy bowiem okazało się, że problem nie dotyczy kilku tysięcy osób. W 2005 roku w Wielkiej Brytanii pracowało pół miliona Polaków, a polski rząd postanowił wydrenować kieszenie ich wszystkich.

    "Praca na saksach szkodzi na maksa" - skandowało półtora tysiąca Polaków w proteście, który odbył się 19 marca pod ambasadą w Londynie.

    Wykrzyczeli. Napisali do premiera. Obowiązek podatkowy pozostał.

    Pan polityk nam obiecał…

    A miało być inaczej. Rabanu, jaki wywołali na początku roku nasi gastarbeiterzy, nie dało się przemilczeć. Politycy i inni obrońcy naszych praw pośpieszyli z zapewnieniami, że rozwiążą problem. Śpieszyli się powoli.

    W połowie marca - gdy rozliczenia podatkowe były w toku - rzecznik praw obywatelskich zaapelował do minister finansów Zyty Gilowskiej o zwolnienie z podatku do wysokości uwzględniającej koszty utrzymania za granicą. Zaapelował dopiero w marcu, choć od miesięcy trafiały do niego skargi.

    Na początku kwietnia - gdy rozliczenia z fiskusem nabierały tempa - Zyta Gilowska zapowiedziała zmiany w przepisach, które zmniejszą podatek, dzięki zaliczeniu diet za faktyczny czas pracy za granicą do kosztów uzyskania przychodu.

    W połowie kwietnia - gdy składanie PIT było na finiszu - posłowie zaczęli czytać projekt zmiany ordynacji podatkowej, która miała otworzyć ministrowi finansów drogę do zaniechania poboru podatku od dochodów już raz opodatkowanych za granicą.

    3 maja - gdy upłynął termin rozliczenia się z dochodów za ubiegły rok - ci, którzy ufając w obietnice nie zapłacili drugiego podatku, stali się dłużnikami skarbowymi.

    - Sprawa zaistniała dopiero teraz, z powodu grzechu zaniechania poprzednich ministrów finansów - mówił 7 kwietnia "DŁ" Zbigniew Chlebowski, poseł Platformy Obywatelskiej. - Myślę, że jest duża szansa, by płacenia podwójnego podatku uniknęły także osoby, które pracowały w Wielkiej Brytanii w 2005 roku.

    Teraz ten sam poseł zapewnia, że jeszcze przed końcem listopada zostaną wprowadzone przepisy, które pozwolą na odliczenie od podstawy opodatkowania diet za faktyczny okres pracy na Wyspach.

    - Na razie, niezależnie od tego, jak długo pracowaliśmy w Wielkiej Brytanii, można odliczyć jedynie 30 diet - wyjaśnia Anna Sobocińska z Ministerstwa Finansów. - Jeśli zmiany wejdą w życie, będzie można odliczyć 30 procent diety, czyli prawie 10 funtów za każdy dzień faktycznie przepracowany.

    Funt za funtem

    Mama Ewy, Iwona, nie uwierzy w jakiekolwiek ulgi, zanim nie zobaczy czarno na białym, że przepisy weszły w życie. Ewa do dziś nie może się uporać z zapłaceniem ubiegłorocznego podatku, a już wie, że w rozliczeniu za ten rok zapłaci więcej. Znacznie więcej.

    - Córka naprawdę nie zarabia kroci - przekonuje jej mama. - Pracuje w firmie rehabilitacyjnej i na rękę ma 950 funtów. To raptem połowa średniej brytyjskiej pensji. Wynajęcie mieszkania kosztuje ją 450 funtów.

    Ubiegłoroczne zarobki Ewy nie przekroczyły kwoty wolnej od podatku i brytyjski fiskus oddał jej wpłacone zaliczki. Polscy urzędnicy wyliczyli, przeliczyli i uznali, że Ewa ma zapłacić 3500 zł podatku.

    - Przedstawiałam dokumenty, że córka jest chora i dużo wydaje na leczenie - mówi pani Iwona. - Tłumaczyłam, że powinna mieć wyższe koszty uzyskania przychodu, bo dojazdy do domu kosztują ją więcej niż pracujących w Polsce. Prosiłam o umorzenie podatku. Pisałam listy do ministerstwa. Wszystko na nic.

    Jedyne, na co przystał fiskus, to rozłożenie podatku na raty. W listopadzie Ewa spłaca ostatnią - ponad 500 zł - a już wie, że na początku przyszłego roku czeka ją drenaż drugiej kieszeni. I to jaki!

    - Obliczyłyśmy z córką, że przyjdzie jej zapłacić około 9 tysięcy złotych - mówi mama Ewy.

    A wszystko przez to, że dostała w tym roku 800 zł "trzynastki" z polskiej firmy, w której pracowała na początku 2005 roku.

    - Córka próbowała nawet zwrócić trzynastą pensję, ale były pracodawca nie może jej przyjąć. Powiedział, że jeśli ona wyśle mu pieniądze na konto, on będzie musiał je odesłać - opowiada pani Iwona.

    10 procent uczciwości

    - Jeśli potwierdzi się, że podatek jest tak niebotyczny, córka po prostu go nie zapłaci - zapowiada pani Iwona. - Nie ma z czego. Gdyby Ewa chciała tak, jak w tym roku, uczciwie zapłacić, z długów nie wygrzebałaby się przez lata.

    Ewa zachowała się uczciwie. Według szacunków, należy do 10 procent Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii, którzy nie zignorowali nieuczciwych przepisów i się do nich dostosowali.

    - Nieuczciwych?! Bandyckich! - oburza się Mirosław, którego syn Adam pracuje i kończy studia doktoranckie w Manchesterze. - Bo jak inaczej nazwać wydzieranie grubych pieniędzy od młodych ludzi, których matka ojczyzna zmusiła do szukania pracy za granicą?

    Adam długo walczył o to, by fiskus zwolnił go z podwójnego podatku. Musiał udowodnić naczelnikowi polskiego urzędu skarbowego, że nie ma zamiaru wracać. Jak to zrobić? Od polskich urzędników Adam usłyszał, że najsilniejszym argumentem byłoby przedstawienie certyfikatu rezydencji wydanego w Wielkiej Brytanii. Brytyjscy powiedzieli mu, że… taki dokument nie istnieje.

    - Wreszcie spotkałem rozsądną urzędniczkę w łódzkiej Izbie Skarbowej - opisuje Adam. - Powiedziała, że nie muszę niczego udowadniać. Mogę nie płacić podatku i już. I nie zapłaciłem, na wiosnę też nie zamierzam.

    Niestety, oparcie się na słowach jednej urzędniczki może być ryzykowne. Za niezapłacenie podatku za 2005 rok urzędnicy mogą nas ścigać do końca 2011 roku, za długi z 2006 roku będą to mogli robić o rok dłużej. Na razie kar dla krnąbrnych gastarbeiterów nie ma, bo do Polski nie dotarły jeszcze dokumenty z Wielkiej Brytanii, które pomogłyby w sprawdzeniu, kto nie zapłacił podatku, choć powinien.

    - Trudno przewidzieć, kiedy dostaniemy te dokumenty - mówi Agnieszka Pawlak z Izby Skarbowej w Łodzi. - Niepisana zasada mówi, że powinno to nastąpić w ciągu od 3 do 12 miesięcy. Ale przepisu, który by to regulował, nie ma.

    Platforma Obywatelska przygotowuje projekt ustawy pozwalającej na abolicję podatkową. Dzięki niej wszyscy, którzy po wejściu Polski do UE nie zapłacili podwójnego podatku, zostaliby rozgrzeszeni. Uniknęliby płacenia 11-procentowych odsetek od zaległości oraz kilkutysięcznych kar.

    Straciliby uczciwi. Jak zwykle.

    * * * * *


    Polski parlament ratyfikował już nową umowę, która definitywnie rozwiąże problem podwójnego opodatkowania. Musi ją jeszcze ratyfikować strona brytyjska. Jeśli zdąży do końca roku, funty zarobione po 31 grudnia 2006 roku nie będą opodatkowane podwójnie.

    Sonda

    Czy kary dla pijanych kierowców są za niskie?

    • tak (87%)
    • nie (11%)
    • nie wiem (2%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.