Litwin Darvydas Sernas był jesienią jednym z widzewskich objawień Litwin Darvydas Sernas był jesienią jednym z widzewskich objawień

Litwin Darvydas Sernas był jesienią jednym z widzewskich objawień. Liczymy na jeszcze lepszą wiosnę w jego wykonaniu. (© Paweł Łacheta)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Piłkarze Widzewa są na najlepszej drodze do zapewnienia sobie po raz drugi z rzędu awansu do ekstraklasy. Nie wolno zapominać o tym, że łodzianie uczynili to już wiosną, ale PZPN nie dopuścił ich do gry w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Przypominamy o tym nieprzypadkowo, wszak ocena postawy podopiecznych trenera Pawła Janasa w pierwszej części sezonu 2009/2010 nie może nie uwzględniać sytuacji, w jakiej klub z al. Piłsudskiego znalazł się przed kilkoma miesiącami.

Nie zamierzamy wdawać się teraz w ocenę roli, jaką Widzew odegrał przed laty w tzw. aferze korupcyjnej. Ale pod względem prawnym sytuacja była jasna – związek powinien przywrócić łodzian do ekstraklasy, jednak tego nie uczynił.

Dlatego Janas wcale nie miał aż tak łatwego zadania, jak niektórzy sądzą. Zwłaszcza w ostatnich dniach przed początkiem rundy jesiennej. Niektórzy piłkarze w mniej lub bardziej oficjalny sposób dawali do zrozumienia, że kolejny sezon spędzony nie z ich winy na zapleczu ekstraklasy jest dla nich wielkim rozczarowaniem. Na szczęście były selekcjoner reprezentacji Polski zdołał w wystarczającym stopniu zmobilizować kluczowych zawodników.

Oczywiście, mamy świadomość, że spore znaczenie dla faktu, iż nie doszło do rozpadu zespołu, miała deklaracja właściciela klubu Sylwestra Cacka, który utrzymał pensje i premie graczy na tym samym poziomie, więc siłą rzeczy niektórzy z nich zarobili nawet więcej, niż wpłynęłoby na ich konta w ekstraklasie.

Zresztą generalnie nie sposób nie podkreślić uporządkowanej sytuacji organizacyjno-finansowej, w której dziś znajduje się klub z al. Piłsudskiego. Spora rzesza piłkarzy naprawdę nie może na nic narzekać. Jasne – widzewiacy często irytowali wiernych kibiców. Zdarzały im się proste, niewymuszone błędy, które czasem kończyły się nieciekawie. Denerwujące były niektóre wręcz infantylne tłumaczenia po wpadkach.

Ale nie przesadzajmy z narzekaniami. Widzew absolutnie zasłużenie zajmuje pierwsze miejsce, z siedmiopunktową przewagą nad trzecim zespołem w tabeli. Siłą drużyny Janasa było to, że rywale nie byli w stanie przewidzieć, z której strony grozi im największe niebezpieczeństwo. Tym razem nie było już tak, że gola mógł zdobyć tylko Marcin Robak, choć to on znów był najskuteczniejszy w zespole. Fani często psioczyli na obrońców, ale drużyna straciła zaledwie osiem bramek (kolejne zespoły w tej klasyfikacji już siedemnaście). Widzew jest dziś o krok od ekstraklasy.

Na koniec wspomnijmy o Pucharze Polski. Jak dotąd Widzew raz miał okazję zdobyć to trofeum, przez wielu nieprzypadkowo nazywane najkrótszą i najprostszą drogą do europejskich pucharów, w 1985 roku. W tej edycji PP tego nie powtórzy, został bowiem po raz kolejny wyeliminowany przez Ruch Chorzów (który zagrał w Łodzi bez kilku podstawowych graczy). Od kilku lat działacze Widzewa zapowiadają, że poważnie potraktują puchar i nic z tego nie wynika. Może w przyszłym roku wreszcie się uda?

Wiadomości Łódź, Wydarzenia Łódź

Komentarze (1)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Maniek (gość)

W tym roku Widzewek awansuje do ekstraklasy i wtedy pokaże jaka drzemie w nim siła i moc!!